Krótka relacja z (nie)oblężonego Podhala, czyli urlop w Tatrach

Wełniane wyroby na Podhalu

Z relacji znajomych oraz doniesień medialnych dowiedziałam się, że polskie Tatry przeżyły w te wakacje prawdziwy najazd turystów. Niezmordowani wczasowicze stali w ponad godzinnej kolejce do wejścia na Giewont, znalezienie miejsca noclegowego w Zakopanem graniczyło z cudem, a z powodu natłoku gości nawet Rysiek w mojej ulubionej jadłodajni mylił zamówienia…Sodoma i Gomorra, czyli rodacy na urlopie. Siedząc sobie spokojnie w domu mogę spojrzeć na to zagadnienie z dystansu…naszego majowego wypoczynku w Tatrach. I o tym dzisiejszy, krótki wpis.

Nie lubię tłoku. Spędzanie wakacji na zatłoczonej plaży, gdzie jeden koc leży praktycznie na drugim i nie ma gdzie stopy postawić, albo przemieszczanie się pośród rozwrzeszczanych tłumów w Tatrach nie wpływa korzystnie na moje samopoczucie, a już na pewno nie pozwala mi odpocząć. Chciałam jednak zarówno mieć ciasteczko, jak i zjeść ciasteczko, czyli odwiedzić pewne rejony oraz wrócić z urlopu zrelaksowanym i wypoczętym, dlatego tym razem Tatry odwiedziliśmy z lubym mym późną wiosną (mniej więcej w czasie, kiedy odpoczywałam od dziergania i blogowania;). I była to zdecydowanie najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć.

Wyjątek od reguły, że poza sezonem jest zdecydowanie mniej tłoczno stanowi Morskie Oko. Nie podlega ono jakimkolwiek prawom turystycznej fizyki – dziesiątki ludzi przemieszczają się w tę i spowrotem (oraz wkoło jeziora) bez względu na to, czy jest to maj, sierpień czy październik. W maju jednakże da się jeszcze całkiem dobrze przyjrzeć wodzie, odpocząć nad brzegiem oraz zrobić fotę na jednym z lepiej usytuowanych kamieni z optymalnym widokiem na przeciwległy brzeg.

Majowa wędrówka nad Morskie Oko

Morskie Oko w wiosennej odsłonie (zapewniam, że efekt chłodu spowodowany jest jedynie zabawą z filtrami w telefonie)

Nie jesteśmy typami kozic górskich hasającymi od szczytu do szczytu (jako mieszkanka Żuław i Mierzei uważam się za typ człowieka nizinno – depresyjny), więc ośnieżony Kasprowy czy Giewont zupełnie nie wpływały na nasze plany, a jedynie czyniły fotki z podróży bardziej atrakcyjnymi. Słynna panorama górska z Gubałówki dostarczyła naszym oczom wyjątkowej przyjemności. Przy okazji, spacerując pomiędzy straganami na szczycie natknęłam się na szereg dziewiarskich prac – od wełnianych swetrów i czapek (wełna gryząca jak diabli) po szydełkowe bikini…co kto lubi. Z kronikarskiego obowiązku zamieszczam zdjęcia, a piękno tych robótek oceńcie sami.

Rękodzieło Podhala

Wełniane rękawiczki – strasznie gryzące 

Wisienka na torcie majowego urlopu w Tatrach – moja ulubiona jadłodajnia w Zakopanem. Graciarnia na przekór góralskim karczmom, z bluesem sączącym się z głośników, jedzeniem tak dobrym, że chce się zabrać w słoikach do domu i Ryśkiem czuwającym nad wszystkimi i wszystkim…z każdego kąta, a nawet przed wejściem. Polecam zakwaterować się dwa piętra wyżej, a czas oszczędzony na poszukiwaniu miejsca na obiad (nie oszukujmy się, lepiej i taniej nie będzie nigdzie) spożytkować o wiele przyjemniej. I jeszcze jedno, będąc tam w maju, nie musieliśmy stać w ogromnej kolejce przed jadłodajnią.

Marzanna, Zakopane

Rysiek patrzy…zewsząd. 

Kilometrów, które przeszliśmy po szlakach górskich (no dobrze, głównie dolinach) nie zliczę, odwiedzonych przez nas miejsc – również. Jedno jest pewne, tak intensywnie spędzony urlop pozwala naładować baterie na długi czas. Mam nadzieję, że Wam również udało się wypocząć, gdziekolwiek swoje wakacje spędzaliście!

 

Z życzeniami przyjemnego urlopu dla tych nielicznych, którzy mają go jeszcze przed sobą,

Misia

P.S. Kto z Was był w Tatrach w tym roku? Podzielcie się wrażeniami!

P.S.2. Nie zapomnijcie odwiedzić nas na Instagramie, gdzie na bieżąco chwalimy się dzierganymi przez nas tworami!

11 Comment

  1. Mam takie rękawiczki! 😀 A tłoku też nie lubię, niestety w przypadku Tatr mam wrażenie, że to standard…choć mój przedostatni raz tamże w marcu był wyjątkowo pozbawiony przeludnienia turystycznego 😉

    1. Misia says: Odpowiedz

      Ja również nie znoszę tłoku, byćmoże dlatego, że sama pochodzę z miejscowości typowo turystycznej. Natomiast tak, jak pisałam-aby odwiedzić Tatry i nie zwariować, wiosna jest idealną porą roku 🙂

  2. Wstyd się przyznać, ale nie byłam jeszcze w Zakopanym. Nie widziałam Morskiego Oka, patrząc na te zdjęcia, aż żal ściska, ale mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane tam pojechać. Zazdroszczę urlopu i pozdrawiam 🙂

  3. Tatry mają w sobie to coś, że po „pierwszym razie” nie można doczekać się już kolejnego. Co do tłoku? Omijać Giewont, Kasprowy i jeszcze kilka „standardowych” szlaków, a nie jest tak źle. Zakopane? Jak dla mnie jedna wielka cepeliada, ale jak kto lubi. 😉

  4. Wow, ale dużo pięknych, dzierganych rzeczy 🙂
    Tatry są wspaniałe 🙂

  5. Właśnie idziemy w ten weekend, ale nie wiemy konkretnie gdzie 🙁
    Dziękuję za wpis, znalazłam parę inspiracji 🙂

    1. Misia says: Odpowiedz

      Wszystko zależy od Waszych upodobań-jedni wolą spacery po dolinach, a inni wspinaczkę…ważne, abyście dobrze się przy tym bawili 🙂 pozdrawiam!

  6. Nie byłam nigdy w górach, wstyd! Kiedyś na pewno się wybiorę.

  7. Również spędzałam te wakacje w Tatrach, w Zakopanym. Zresztą spędzam je tam prawie każdego roku. Kocham to miejsce, ale ilość tegorocznych turystów wędrujących po Krupówkach i o dziwo po szlakach zdecydowanie mnie zaskoczyła i przeraziła. Uciekałam w te górskie tereny, gdzie było ich jak najmniej 🙂

    1. Misia says: Odpowiedz

      Mnie zastanawia tylko, jak ludzie są w stanie wypoczywać w takich warunkach? Czy wymarzony urlop nie przeradza się w zbiorową gehennę? Rozumiem Twoje podejście, a nieoczywiste szlaki wcale nie musiały być mniej powalające, niż te najbardziej popularne, prawda?

  8. O! O! I ja byłam 😀 Kocham Tatry, mogłabym tam spędzić całe życie i tak by mi się nie znudziły <3 Nie należę do dolinowych turystów, raczej wysokie Tatry. I już nie mogę się doczekać wolnego w grudniu, żeby wyjechać w zimowe szlaki <3
    Piękne zdjęcia 😉 Zakupiłam sobie w tatrach przędzę owczą i zbieram się w sobie, żeby pierwszy raz w życiu zrobić coś na drutach – chyba gryzący sweter…

Dodaj komentarz