Sweterek Tegna

Ostatnie kilka tygodni w Newcastle to istny spektakl deszczu i chmur, przerywany płochliwymi przebłyskami słońca. Niby nic dziwnego, przecież „heloł to Anglia” i „mogłaś wybrać lepiej”, to jednak człowiek ciągle zachodzi w głowę, jak ci ludzie tu funkcjonują, jakim cudem są całkiem radośni, uśmiechy rzadko schodzą im z twarzy, są pomocni i super-duper uprzejmi. Ponoć to piękno tutejszego krajobrazu wynagradza wiele, no a z tym nie mogę się nie zgodzić 😉

 

Jak często w życiu, tak i teraz staram się dostrzegać pozytywy, tym razem kiepskiej pogody. Nie da się więc zaprzeczyć, że:

✔ wciąż mogę nosić swoje wywłóczone swetry! Mój Leśny piórkowy i Florence spisały się tutaj GENIALNIE. Kto by pomyślał, że w maju/czerwcu będe nosić wełniane swetry, które nie będą mnie podgryzać.

✔ lubię Anglię, ale uświadomiła mi ona, że słońce jest ważną częścią mojej egzystencji. Wiecie, endorfiny, witamina D3, Stachursky i te sprawy. Rozpoczynam więc poszukiwania kraju-raju, w którym przez cały rok jest max. 30 stopni (optymalnie 25) i deszcze padają sporadycznie. Ktoś, coś?

✔ od dziergania się ręce tu nie pocą! Wciąż mogę włóczyć merynosy i ani kropla potu nie spłynie z mych dłoni;) Nic dziwnego, że dzierganie w UK jest takie popularne właściwie przez cały rok. W tym miejscu pozdrawiam biedną Misię, która dzierga w tropikalnej 40-stopniowej Sevilli. Że też jeszcze nie wymyślono drutów z wewnętrznym chłodzeniem.

✔ o wiele bardziej docenia się te 25 stopni i bezchmurne niebo. Gdy tylko zapowiada się ładny dzień, zamykam z hukiem komputer, uciekam wcześniej z labu i kieruję się do najbliższego parku (a jest tu ich naprawdę wiele). Rozpłaszczam się na wilgotnej trawce i ochoczo nadstawiam twarz, by nie pominąć żadnego ciepłego promyka. Batteries charged!

I właśnie doceniając cudne 25 stopni i lekki wiaterek, który zaszczycił nas w ostatni weekend, poszliśmy sfotografować mój najnowszy udzierg- sweterek Tegna. Gdy tylko ujrzałam Tegnę na „Dzianej Bandzie” coś klikło i wiedziałam, że to będzie przyjaźń po wsze czasy! Burzliwa była wprawdzie na początku, jak to w związkach bywa, teraz jednak cieszymy się sobą i nasze uczucie kwitnie 😀 Sweterek dziergałyśmy razem z Misią – jej piękną, zimową wersję zobaczycie najpewniej po wakacjach.

Na moją Tegnę wybrałam włóczkę SilkyMerino – ręcznie barwioną z Zagrody w kolorze jasnego cieniowanego grafitu o grubości sport. I tak ją uwielbiłam, że jeszcze się z nią na pewno kiedyś powłóczę. Wykorzystałam co do centrymetra 2 motki, choć dziergałam z duszą na ramieniu, czy na pewno mogę sobie pozwolić na dłuższe rękawki i dłuższy korpus. Oto efekty sesji zdjęciowej – na tle ruin murów obronnych miasta Newcastle upon Tyne.

Wzór: Tegna by Caitlin Hunter

Włóczka: 2 motki Silkymerino z Zagrody (75% merino superwash, 25% jedwab), 800 m

Druty: 3,5 mm

 

A Ty, masz już swoją Tegnę? Jeśli nie, to do dzieła 😉

Pozdrawiam, Iza

Dodaj komentarz