Najlepsze seriale do włóczenia

Sezon ogórkowy w pełni. Trudno jest zmobilizować się do dziergania latem, a jeszcze trudniej trafić na coś ciekawego w telewizji. Poniekąd z obydwu tych powodów, tym razem pragnę przedstawić Wam wpis zatytułowany „Najlepsze seriale do włóczenia”, czyli bardzo subiektywną krótką listę tego, przy czym druty śmigają najsprawniej. Za każdym razem starałam się opisać pokrótce sam serial, jak również powiedzieć, dlaczego tak go lubię i jak się on właściwie ma do dziergania. Zapraszam do lektury!

Na początek krótka dygresja, czyli co zmotywowało mnie do poruszenia takiego tematu.

Są dwa typy ludzi. Pierwsi, skupiwszy się na jednej czynności, nie są w stanie oderwać się od niej i robić cokolwiek innego w tym samym czasie. Drudzy – przeciwnie – nie mogą „marnować” swojego czasu na robienie tylko jednej rzeczy na raz. Jak nietrudno się domyślić, należę do tej drugiej części (mniejszej/większej?) i w związku z tym, chociażbym nie wiem jak się starała, nie wysiedzę, dziergając i tylko dziergając (nawet najbardziej szalonym wzorem) albo po prostu oglądając serial (jak świetny by on nie był).
Połączenie tych czynności nie jest szczególnie trudne – aby na to wpaść, nie trzeba być mistrzem dedukcji. Stwierdzenie, że moim ulubionym zajęciem jest dzierganie podczas oglądania seriali lub, jak kto woli, oglądanie serialu w trakcie dziergania, jest raczej oczywiste.

Przechodząc do sedna – oto najlepsze seriale do dziergania. W przypadkowej kolejności, ponieważ moim zdaniem nie da się bezpośrednio porównać wszystkich tytułów.

The Good Wife

Ledwo otwieram wyliczankę, a od razu z wysokiego c. Jeden z moich najukochańszych seriali, nie tylko do włóczenia, chociaż – z racji emisji w sezonie jesienno-zimowo-wiosennym, rewelacyjnie dziergało mi się przy nim wszystkie wełniane okucia głowy i szyi. Serial prawie zawsze na najwyższym poziomie, z ogromną konsekwencją opowiadano nam historię, która równie dobrze mogłaby się nazywać The Journey of Alicia Florrick. Główną bohaterkę poznajemy, kiedy wystraszona i blada stoi w cieniu swojego męża tłumaczącego się na konferencji prasowej z paskudnych rzeczy, które wyszły na jaw. Obserwowanie adaptacji Alicii do nowej sytuacji i metamorfozy, którą przeszła na przestrzeni czasu, sprawiało mi ogromną przyjemność.

The Good Wife

Diane i Alicia – scena po wydarzeniu, którego nie zobaczyliśmy na ekranie. Zdjęcie (oraz fajny wywiad z Christine Baranski znajdziecie tutaj). 

Świetnie oglądało się The Good Wife jako całość, jak również dla setek poszczególnych scen: tych na sali sądowej, w barze i tych w windzie (ah, ta winda! Say goodbye to the world you thought you lived in) – poruszały wyobraźnię, uderzały w najwrażliwsze tony emocji.

The Good Wife

Wiele świetnych scen w The Good Wife rozgrywało się w barach. Ten wycinek pochodzi z wyjątkowego odcinka, do którego nawiązuję powyżej. Zdjęcie znajdziecie tutaj. P.S. To chyba dobry moment, żeby powiedzieć: uwielbiam Juliannę Margulies, ale jeszcze bardziej  – Josh’a Charles’a. 

I nie oszukujmy się, The Good Wife to serial o kobietach i dla kobiet. Pokazuje ich siłę, możliwości i udawadnia, że nawet w męskim świecie dają radę. Alicia, Diane, Kalinda – tak silnych, mądrych i równych babek nie uświadczymy chyba w żadnej innej ekranowej rzeczywistości (ot, taka budująca nutka feminizmu). Polecam jednak The Good Wife wszystkim, Paniom i Panom, tym włóczącym i niewłóczącym – dajcie się wciągnąć w historię Alicii. Bynajmniej, nie jest to opowieść rodem z Krainy Czarów, a o prawdziwej kobiecie z krwi i kości. Prawdziwej na tyle, na ile rzeczywistość serialowa pozwala.

Ranczo

Jedyny rodzimy serial w moim zestawieniu. Ba, jedyny polski serial, jaki w ogóle oglądam. Uwielbiam w nim wszystko, począwszy od dialogów (wbrew pozorom – często niezwykle błyskotliwych) i lekko przerysowanych, ale bardzo charakterystycznych bohaterów, a skończywszy na świetnym ekranowym pejzażu polskiej wsi.

Ranczo

Diabelnie inteligentny Kusy i odważna, pomysłowa Lucy. Zdjęcie pochodzi stąd.

Oglądając Ranczo, za każdym razem zadziwia i fascynuje mnie duet ksiądz – wójt. Są to postacie tak różne, o skrajnych charakterach, intonacji  i mimice – niebywałe, że gra je ta sama osoba. W ogóle, wszystkie kreacje aktorskie w Ranczu zasługują na komplementy. Michałowa – postrach księży i gumowe ucho, Czerepach – król intrygi i knowań, Kusy – starej daty romantyk i artystyczna dusza, wreszcie Ławeczka (że tak pozwolę sobie zebrać wielką czwórkę w jedno) – cudownie skoncentrowani na poszukiwaniu sensu życia na dnie butelki Mamrota, niegrzeszący inteligencją, ale zadziwiająco honorowi.

Ranczo

Ksiądz i postrach księdza – Michałowa. Przy okazji: kto z Was wiedział, że istnieje coś takiego, jak Ranczo.wikia? Zdjęcie pochodzi właśnie stamtąd.

Akcja w tym serialu, jak samo wiejskie życie zresztą, biegnie niespiesznie, sceny postępują z wolna pośród pięknych wilkowyjskich krajobrazów, dlatego ja, śledząc jednym okiem ekran i wybuchając co chwilę ze śmiechu, mogę jednocześnie dziergać to, co akurat mam na drutach. Coby to nie było, przy Ranczu zawsze zakończy się pomyślnie. Jak w samym serialu, zresztą.

 

Mad Men

W kategorii najlepsze seriale – ten nie miał sobie równych przez wiele lat. Opowiadający historię szalenie błyskotliwych, diabelnie kreatywnych – Mad Menów – królów życia lat 50-tych i 60-tych, wiodących znaczną część swego żywota (powiedzieć o tym praca to za mało) w agencji reklamowej przy Madison Avenue.

Mad Men

Bóg reklamy we własnej osobie. Zdjęcie znajdziecie tutaj.

Kto sam oglądał Mad Men ten wie, że akcja tego serialu toczy się niespiesznie, nie dynamika jest tu bowiem głównym motorem napędowym. Idee, koncepcje, zamysły, starcia wyobraźni bohaterów serwowane były w wyśmienitej otoczce wiernie odwzorowującej realia połowy poprzedniego wieku (włączając w to autentyczne wydarzenia historyczne z tamtego okresu).Gdyby to był blog o serialach, osobny wpis musiałabym poświęcić na studium samych Mad Menowych bohaterów właśnie. Każdego z nich uwielbiałam za co innego: Dona, Rudą, Sterlinga, ale to Peggy zawojowała moje serce. Wspięła się bowiem na szczeble kariery zarezerwowane w tamtej epoce wyłącznie dla facetów (spójrzcie tylko na tytuł), stając się z biegiem czasu świetną, twardą babką (kto pamięta wejście Pegs do McCann Ericson?).

Mad Men

Peggy – jedna z moich ukochanych żeńskich postaci serialowych. Zdjęcie (uroczy ten beret, nieprawdaż?) pochodzi stąd. Przy okazji możecie również poznać kilka lekcji na temat kariery, których mogłaby Wam udzielić.

Szkoda tylko jednego – że ten, prawdopodobnie najwspanialszy przejaw sztuki telewizyjnej, już się zakończył. Pomimo świetności Mad Men – zdażało mi się robić na drutach w trakcie jego oglądania. Nie ucierpiał jednakże przy tym ani mój odbiór serialu, ani żadna robótka. Czasem musiałam co prawda spruć kilka rzędów, ale cóż to za problem kiedy człowiek jest odcięty od rzeczywistości – oglądanie Mad Men przypomina bowiem medytację, if you know what I mean.

Grey’s Anatomy

Ostatni…i faktycznie kończący tę wyliczankę serial. Wiecie, każdy ma swoje guilty pleasure…Moje to właśnie ‘Irurdzy (z tego miejsca pragnę pozdrowić lektora służącego swym głosem w polskiej wersji językowej). Nie jest to najbardziej ambitna pozycja na serialowym rynku – to oczywiste, jednakże z jakiegoś powodu trudno się od niej oderwać.

Grey's Anatomy

Mer w formie, a Mc Dreamy piękny jak zwykle. Grafika pochodzi stąd.

Młodzi, ambitni, wybitnie inteligentni chirurdzy  przeżywający dramat za dramatem (głównie o charakterze miłosnym) z nienachalnymi scenami o lekkim zabarwieniu medycznym w tle.

Grey's Anatomy

Christina i Mer opatulone pięknym wełnianym kocem. Zdjęcie znajdziecie tutaj.

Raz na jakiś czas (przeważnie w ostatnim odcinku sezonu) mamy co prawda do czynienia z kompletnie szokującą  diagnozą/wyznaniem/ śmiercią/wszystkim naraz, ale ogólnie, fabuła serialu nie jest tak absorbująca, ażeby ciągle na ekran spoglądać. Dlatego też, Grey’s anatomy idealnie sprawdza się przy skomplikowanych robótkach na drutach, wymagających ciągłego liczenia oczek, pilnowania kolejności rzędów itepe. Możemy być niemal pewni, że nic wyjątkowego nas w tym czasie w serialu nie ominie.

Ile włóczek, tyle seriali. Opinii o jednych i drugich – jeszcze więcej. Przedstawiłam Wam najlepsze seriale do włóczenia, według mnie, oczywiście. Ciekawa zaś jestem, jakie jest Wasze ulubione zajęcie podczas robienia na drutach albo szydełkowania? I co myślicie na temat tych seriali? Macie swoje ulubione na długie wieczory z robótkami?  Dajcie znać w komentarzach.

Misia

P.S.2. Kiedy zaczynałam pisać ten tekst, Phoebe z Friends robiła szalik na drutach…

phoebe knits

Zwieńczeniem (leci, kiedy piszę te słowa) jest zaś mój ulubiony odcinek z gościnnym występem…Bruce’a Willisa. Lecę się pośmiać!^^

P.S.3. Zgadnijcie, czym zajmowała się zjawiskowa Christina Hendricks w przerwach na planie Mad Men?…

Ruda

P.S.4. Lista miała początkowo zawierać 10 tytułów ale: a) napisanie o tylko czterech zajęło mi, bagatela, 3 miesiące, b) sami widzicie, jak się rozgadałam. Strach pomyśleć, jak długi byłby ten post, gdybym dobiła do dziesiątki (no i za ile lat ujrzałby światło dzienne…)

Zdjęcie wyróżniające pochodzi stąd

Dodaj komentarz